Wybiegłem na dwór i pierwsze co rzuciło mi się w oczy.
- Zająć ! - krzyknąłem
Czemu tak się podjarałem widokiem zwykłego zająca ? A no dlatego, że nie był on taki znów zwyczajny. Chwyciłem go w moje łapy i przypatrzyłem się dokładnie.
- Tak.... To ten okaz - pokiwałem łbem
Zając wielkanocny. Podobno przypłynął tu z Wyspy Wielkanocnej. Mówi się, że jego mięso jest najrzadszym składnikiem mikstury na wszystkie choroby świata ! Tak zwanej mikstury odrodzenia. Hm... Szkoda, że nie mam dużych zdolności alchemicznych. Może by go sprzedać ? Ale z tego co wiem potrzebny jest żywy...
Zwinąłem go w linkę niczym baleron i skontaktowałem się z moją znajomą z innej watahy. Powiedziała, że chętnie go odkupi, więc wysłałem jej go już następnego dnia. Ehhh.... Oczywiście ma dobroć nie zna granic, więc nie zażądałem specjalnie wielkiej opłaty, ale.... Pożałowałem tego dopiero kiedy dowiedziałem się, że był wart 100 razy więcej niż myślałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz