Pewnego razu, hasałam jak szalona po Lesie Arhidusa. Skakałam po drzewach, kamieniach, konarach niczym szalona dziewica.
W sumie... Jestem dziewicą...
Nagle, zobaczyłam... O... Mój... Boże...
To był cudowny jednorożek!!!
- Hejcia! - krzyknęłam w jego kierunku.
Odwrócił głowę, i spojrzał na mnie swoim spokojnym uspokajającym wzrokiem. Gdy podeszłam bliżej, odsunął się raptownie.
- Spoko, spoko... - starałam się go uspokoić - nie bój się, jestem dziewicą!
Wtedy jednorożek odetchnął i pozwolił mi się dotknąć, a nawet spokojnie mogłam go dosiąść.
- Dalej kochany! WIIII - HAAA!
Uderzyłam go w zad i ruszyliśmy galopem. Włosy powiewały mi na wietrze, co wyglądało niezwykle epicko. Me gusta.
Wyjechaliśmy z lasu. Skierowałam go ku mojej jaskini. Podczas szaleńczego pędu, zobaczyłam paru basiorów. Na ich widok zakrzyknęłam:
- WOOO - HOOO! Asta lavista!
W końcu, znalazłam się przed moją jaskinią. Będąc nieco zmęczona, dosłownie zleciałam z grzbietu mego wierzchowca.
- Dzięki za przejażdżkę - szepnęłam jednorogowi do ucha, i przytuliłam go.
On zarżał przyjaźnie, i zniknął we mgle.
The End
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz